Najlepsza nauka pływania na świecie.

Wierzymy, że każdy powinien się cieszyć pięknym stylem pływackim.
Pływacy TI nie tylko pływają pięknie, oni KOCHAJĄ pływanie.

Egzamin z Total Immersion

 

Oto email jaki dostałem od uczestnika warsztatów:

Naszła mnie dziś niesłychana ochota aby opisać moją ostatnią przygodę związaną z pływaniem. Tak się jakoś składa, że myśląc o pływaniu i pisząc o nim niejako sam narzuca mi się przyjemny i mało techniczny język, nie mniej jednak opis ten oddaje wiernie to co przeżywałem podczas ostatnich moich zajęć na basenie.

Pomyślałem, że podzielę się z Tobą tym co mnie spotkało w dniu wczorajszym. Nie wiem czy mówiłem o tym kiedykolwiek, ale studiuję fizjoterapię i w programie zajęć mam metodykę dyscyplin sportowych, w tym także pływanie, które musieliśmy zaliczać na ocenę – 3 style: klasyczny, grzbietowy i …….kraul:)

Zaliczyłem wszystko już na początku roku akademickiego, ale przez kulejący, a tak naprawdę rozpaczliwy kraul dostałem tylko 4, a z pewnych powodów, akurat z tego przedmiotu chciałbym mieć 5. Mijał czas, uczyłem się samodzielnie pływania kraulem z myślą, że jeszcze poprawię ocenę. Na szczęście podjąłem decyzję i wybrałem się na warsztaty kraula TI. Mijające właśnie 2 miesiące od warsztatów, upłynęły mi na treningach, aż wreszcie wczoraj, na ostatnich zajęciach na uczelni miałem  okazję poprawić się w pływaniu.

 Tak więc pierwsza długość basenu to styl grzbietowy – poszło mi jako tako, trochę slalomem ale dopłynąłem szybko do ściany basenu. Druga długość to styl klasyczny, piękna, długa, kryta żabka, poszło dobrze i wreszcie trzecia długość kraul.. Przystanąłem pod ścianą żeby złapać trochę powietrza i powiedziałem do prowadzącej zajęcia, że teraz najgorsze przede mną- kraul! Jej skinięcie głową zdawało się mówić „dla kogo najgorsze, dla tego najgorsze, ale radź pan sobie, jak chciałeś to masz”. Cieszyłem się w duchu, że teraz będę mógł pokazać kawałek swojej pasji, a cieszyłem się tym bardziej, że nauczycielka miała prawo spodziewać się „łatanego” kraula ćwiczonego gdzieś w odosobnieniu.

 Ruszyłem lekko odpychając się od ściany basenu, bez śrubowania osiągów szybko wynurzyłem się spod wody. Moment wynurzenia jest dla mnie dość krytyczny, bo już kilka razy zdarzyło mi się rozpocząć pracę rękami, kiedy tułów był jeszcze zbyt głęboko podwodą a tę sytuację można przyrównać do zaboksowania w błocie czyli zero prędkości i brzydki początek.

Tym razem jednak byłem cierpliwy i poczekałem na to dziwne uczucie, kiedy plecy dotykają powietrza, chciałem mieć pewność, że leżę tuż pod powierzchnią.. Wtedy sięzaczęło.. raz, dwa, trzy, jest prędkość, czuję wodę szybko opływającą biodra w rotacji a czasem pięty kiedy dotkną powierzchni, teraz przydałby się tlen i jest okazja zaczerpnąć go po lewej stronie, spokojna wielorybia porcja powietrza, powrót głowy i płynę dalej.

Jestem spokojny, dlaczego ta egzaminacyjna długość basenu nie miałaby być długością treningową? Cztery, pięć, sześć, cicho wkładam ręce do wody, kątem oka szukam bąbelków jest ich mało czyli jest dobrze, siedem, osiem, pora przypomnieć sobie jak nabiera siępowietrza po prawej stronie, to problem z tą czynnością popchnął mnie na warsztaty! Pełen ruch ręką, nie skrócony, dłoń „treningowo” ociera się o prawe biodro przed wyjściem z wody. Kiedy o tym pamiętam mam pewność, że spokojnie mogę nabrać powietrza po prawej stronie, a kto pływa ten wie, że powietrze pod wodą smakuje najbardziej… Powrót głowy, dziewięć, dziesięć, prawa ręka dobrze, ale lewa jakby zbyt płasko weszła do wody. Taktyka na najbliższe trzy ruchy: przywołam ręce do porządku, tak aby obie wsuwały się do wody, tuż za uchem nie dalej nie bliżej.

Porcja powietrza, jestem pewny swego, jest dobrze.. jedenaście, dwanaście, trzynaście znowu równo, ciekawe co tam w nogach słychać..? Szczęśliwie nic nie słychać, a to znaczy, że stopy nie wychodzą nad taflę wody. Mimo wszystkopomyślę trochę nad nogami, czternaście, piętnaście, pięknie, o to mi chodzi już dawno zauważyłem, że im słabiej kopię tym szybciej płynę, z pracy nóg jestem bardzo zadowolony ponieważ udało mi się ją okiełznać:) Znacznik na dnie basenu, a więc to już…szesnaście, siedemnaście, ściana.

Prowadząca zajęcia podeszła do stopnia startowego, przykucnęła poszukała oczyma mojego wzroku, uśmiechnęła się miło pokręciła leciutko głową co tym razem mogło znaczyć „proszę proszę” i zwolniła mnie z teorii, którą także miałem zaliczyć, oczywiście wstawiając 5 🙂

Dobrze że z lądu nie widać tego co dzieje się pod wodą;)

Maciej Michalunio

Opublikowano w: Blog, Kraul, oddech, praca nóg, Technika