Wody otwarte – za i chyba nigdy przeciw…
Ostatni tydzień upłynął na wodach terytorialnych południowej Turcji, w okolicy Antalyi, gdzie mój przyjaciel i trener TI Mat Hudson zorganizował międzynarodowy obóz pływacki na wodach otwartych. Z samaj natury rzeczy byłaby to okazja nadzwyczajna móc uczestniczyć w podobnym przedsięwzięciu; przepiękne miejsce, funkcjonalna lokalizacja (basen kryty, odkryty i morze), wszystko w promieniu 250m. Ale prawdziwej pikanterii i dreszczyka emocji dodała nam obecność nie kogo innego jak Terrego Laughlina, który jak zwykle zaskoczył mistrzowskim i odkrywczym spojrzeniem na pływanie.
Poświęcimy osobny wpis sprawą technicznym jakimi zajmowaliśmy się na obozie, uważam że każdy pływak byłby w stanie odkryć tam wiele dla siebie, nawet nie będą lub nie planując pływania na wodach otwartych. Jednak prawdziwą intencją moją jest tutaj zachęcenie jak największej rzeszy osób do podjęcia wyzwania i wyjścia poza zamknięty obszar basenu. To jest całkowicie inny wymiar pływania. Wody otwarte dają tyle możliwości, ile basen nam ich odbiera.
Główną zaletą jest zdecydowanie przestrzeń na jakiej można prowadzić próby zmiany swojej techniki. Robiliśmy to najczęściej na krótkich odcinkach, płytkiej wody w pobliżu brzegu. Dbając przede wszystkim o dokładność i jakość ćwiczonych elementów. Następnie, w zależności od stopnia zaawansowania, konkretny wyćwiczony i świeżo ułożony w naszej przestrzeni mózgowej element przenosiliśmy na pełen styl i wprowadzaliśmy odpowiednią długość odcinka do przepłynięcia, wahała się ona od 50 do 250m.
Mieliśmy na tyle swobody, iż odległość pomiędzy molami wychodzącymi w morze wynosiła ok 400m, był to bezpieczny akwen dla nas, od strony morza znajdowały się boje wyznaczające obszar wyłączony z ruchu wszelkich łodzi i innych zabawek dla starszych dzieci…(później boje te były przez nas wykorzystywane do treningu specyficznej techniki wód otwartych)
Kolejną zaletą wód otwartych, a w szczególności morza śródziemnego jest jego zasolenie, wynosi ono od 33-39%o – dla porównania zasolenie naszego rodzimego morza bałtyckiego wynosi ok 7%o. Dla osoby, które większość swojego życia spędziła nad wodami słodkimi lub chlorowanymi jest to coś do przezwyciężenia przez kilka pierwszych godzin w wodzie. Ale jak się potem okazuje, zalety zasolenie w postaci dodatkowej wyporności nie mogą być przecenione. Cała grupa ćwiczeń wykonywanych przez nas była w oparciu o zaprzestanie pracy nogami – chyba najczęstszego elementu uniemożliwiającego osiągnięcie pełnej harmonii z wodą, a do tego woda morza śródziemnego idealnie się nadawała.
cdn.

